Albańska susza Drukuj
Wpisany przez Agnieszka Skieterska   
niedziela, 12 sierpnia 2007 01:00

Skrócone godziny pracy, prąd przez kilka godzin dziennie, woda w kranach przez 1-2 godziny - takie są skutki kryzysu energetycznego w Albanii. We wrześniu ma być jeszcze gorzej.

Kanadyjka Kim, która od pewnego czasu mieszka w Albanii, w swym domu w Tiranie ma siedem ogromnych beczek. Większość na dachu, a dwie największe - każda wysokości człowieka - w łazience. W nich trzyma wodę, bo na tę z kranu nie można liczyć.

 

Łazieka Kim
Zbiorniki na dachach to w Albanii norma, nawet w stolicy, gdzie wodę dowozi się teraz beczkowozami. Równie popularne są generatory, bo przerwy w dostawach prądu też są normą. - Niestety, ostatnio beczki na dachach mało się przydają, bo z powodu kryzysu energetycznego przeważnie nie działają też pompy - mówi Kim.


W ubiegłym tygodniu Albania zaczęła ograniczać zużycie wody z powodu panującej od 40 dni suszy. Brak deszczu jest także przyczyną przerw w dostawach prądu. Większość energii w 3,6-milionowym kraju pochodzi bowiem z elektrowni wodnych, które w czasie suszy też nie pracują pełną parą.

W 40-stopniowym upale sytuacja w Albanii stała się na tyle poważna, że od wczoraj w instytucjach państwowych skrócono godziny pracy z ośmiu do pięciu. Zabójcze dla niewydajnej energetyki są między innymi tysiące klimatyzatorów, które w bałkańskim upale pracują niemal non stop już nie tylko w urzędach, ale także coraz częściej w domach.


Dachy w Tiranie

- Prosimy wszystkich o wyrozumiałość - apelował do Albańczyków minister energetyki Genc Ruli. I tłumaczył, że dopływ wody do zbiorników elektrowni wodnych jest na najniższym poziomie od 60 lat.

Z powodu kryzysu w Tiranie prąd jest jedynie przez sześć godzin dziennie, na wsiach jest jeszcze gorzej. - Podjęliśmy takie działania, bo rozważamy także najgorszy scenariusz, czyli przedłużającą się suszę - mówił minister Ruli.

Albańczycy tracą jednak cierpliwość, a na przerwy w dostawach najbardziej narzekają przedsiębiorcy i właściciele sklepów, w których są chłodnie - wiele produktów ulega tam rozmrożeniu. Podrożała już nawet woda butelkowana.

We wtorek przez kilka godzin niemal cały kraj został bez prądu z powodu awarii elektrowni w Macedonii. W normalnych warunkach Albania importuje 5-6 mln kilowatogodzin dziennie, a drugie tyle produkuje sama. Teraz jednak korzysta głównie z energii importowanej.

O tę jednak na Bałkanach coraz trudniej. Zwłaszcza od czasu, gdy na mocy umowy z UE Bułgaria zamknęła pod koniec 2006 r. dwa z czterech reaktorów atomowych w elektrowni Kozłoduj. Reaktory te zaopatrywały m.in. Albanię i Kosowo.

- W zimie będzie jeszcze gorzej, bo nie będziemy mogli ani produkować wystarczającej ilości energii, ani jej importować - ostrzegł Ruli i zapowiedział, że kryzys pogłębi się już we wrześniu.

Albania boryka się z problemami energetycznymi od lat. Opozycja zarzuca rządowi premiera Salego Berishy, że niemal coroczne kryzysy energetyczne są dowodem jego niekompetencji. Przypomina też, że plany budowy kolejnych elektrowni nie zostały nigdy zrealizowane. Ostatnią elektrownię wodną wybudowano w Albanii 22 lata temu, a co roku na import energii kraj wydaje 200 mln euro.

Artykuł pochodzi z bloga autorki: http://okonabalkany.blox.pl/html